Kategorie
Krutkie teksty.

Bezruch.

Witajcie
tekst, który publikuję pisany był od 19.10.2016 do wczoraj 18.12.2016 z przerwami. Opisuję on jak się
czułam w Październiku do… właściwie można powiedzieć, że do teraz. Jest to najdłóższy z moich tekstów,
ale nadal nadaje się do tej kategorii krótszych tekstów.
Pojawia się tam słowo marazm. Nie jestem pewna, czy każdy wie, co ono znaczy, więc je wyjaśnię.

Witajcie
tekst, który publikuję pisany był od 19.10.2016 do wczoraj 18.12.2016 z przerwami. Opisuję on jak się
czułam w Październiku do… właściwie można powiedzieć, że do teraz. Jest to najdłóższy z moich tekstów,
ale nadal nadaje się do tej kategorii krótszych tekstów.
Pojawia się tam słowo marazm. Nie jestem pewna, czy każdy wie, co ono znaczy, więc je wyjaśnię.
Marazm potocznie oznacza niezdolność do zrobienia czegokolwiek, pewnego rodzaju zastój i bezwład.
Tylę tytułem wstępu. Czas na tekst główny.

Bezruch

1:
Co się stało? Tylko nie mów: – nic.
Widzę, że jest inaczej.
Ja to wiem, ty wiesz jeszcze lepiej,
więc przestań temu zaprzeczać.
Z tobą dzieje się coś bardzo niedobrego.
Pragnę ci tylko pomóc.
Mówisz, że nie chcesz, abym ci pomagał.
Mówisz: – poradzę sobie sama.
Upewniasz mnie, że to jest krótkim zjawiskiem.
Tylko dlaczego ja wątpię?

Może dlatego, że znów cię taką widzę?

Widzę cię taką słabą.
To nie pierwszy raz, kiedy to czujesz.
To trwa, trwa, trwa.
am wrażenie, że nie chcesz tego zakończyć. Dlaczego?

Dlaczego chociaż nie próbujesz?

Twierdzisz, że jest to niemożliwe, pozbawione sensu?

Dziwie się tobie szczerze.
Dziwie się dlatego, że już się poddałaś.
Czy nie za szybko?

Ty znów milczysz, ignorujesz mnie całkowicie. Wzdycham.
Nie dajesz mi wyboru.
Wolno się wycofuję, odchodzę, zostawiam cię samą.
Patrzę, lecz nie reagujesz.
Choć nie chcę, zamykam za sobą drzwi.
Pewnie to był błąd.

Mogłem jakoś ci pomóc. Tak, wiem to.
Mogłem, ale cię posłuchałem.
Zostawiłem cię samą, bo tego najwidoczniej chciałaś.
Nie powinienem tego żałować.
Tak naprawdę nie wiem jak ci pomóc.
Nigdy tego nie przyznam.
Wiem, teraz okłamuję samego siebie. Wiem.
Tego nie powinienem robić.
Chciałbym, ale nie wiem, jak ci pomóc.
Nie wiem, szukam rozwiązania.
Tylko, czy kiedyś znajdę to jedno właściwe?

Czy mogę ci pomóc?

Mógłbym wysłuchać, porozmawiać, pocieszyć, być, lecz ty
nie potrzebujesz się wyżalić.
Wysłałaś mi jasną informację – chcę być sama.
Zamknęłaś się w sobie.
Znów pytam – Dlaczego? Nie było innego rozwiązania?

Nie chciałaś inaczej postąpić?

Zaciskam powieki. Nie dostanę odpowiedzi na pytania.
Nie udzielisz mi jej.
Jeżeli ty mi jej nie udzielisz, Nie
zrobi tego nikt inny.
Czuję się bezradny, nie wiem co zrobić.
Bezruch. Tkwię w bezruchu.
Nie potrafię zbliżyć się do właściwego zachowania,
które byłoby tobie pomocą.
Wiem, że nie mogę zrobić tego, co ty,
nie mogę się poddać.
Jako twój przyjaciel powinienem cię wspierać, pomagać,
tylko nie wiem jak.
Nie myśl, że nie chcę tego zrobić.
Pamiętaj, nie jesteś sama.
Teraz usnę i jutro jakoś ci pomogę.
Przyjdę do ciebie, posiedzę.

2:
Wstaje nowy dzień. I co z tego?
Jeszcze jedna chwila, moment.
Ja też wstanę. Kilka minut i wstanę.
Pięć minut, dziesięć, piętnaście.
Pod ciepłą kołdrą jest mi tak dobrze.
Przekręcam się na bok.
Zamykam oczy, jeszcze chwilę pomyślę o niczym.
Chcę jeszcze raz śnić.
"Muszę wstać. Za niedługo śniadanie". – myślę.
"Przecież zdążę wszystko zrobić".
Czas płynie. Leżę. Otoczenie jest mi obojętne.
Nie czuję obowiązku. Rezygnacja.
Ja tu zostaje. Nie umiem tego zmienić.
Zmiana mi nie pomoże.
Będzie OK, a potem znów tak samo
Ja to dobrze wiem.
Wiem to równie dobrze, jak to, że
Muszę stanąć na nogach.
Wiem, że powinnam wyjść z tego marazmu.
Wiem i co dalej?

Morze ucieknę? Nie, to nie jest rozwiązanie.
Potem będzie tylko gorzej.
Żadna z osób nie potrafi mnie zrozumieć.
Zostałam z tym sama.

Dzień mija leniwie, ospale, tak jak wcześniej.
Nie walczę o zmianę.
Od dawna Nie czuję już żadnej siły.
Żadnej motywacji, tylko obojętność.
Czy ja tylko nie umiem tego zmienić,
czy zwyczajnie nie chcę?

Zadaję sobie to pytanie i wciąż nie
znam na nie odpowiedzi.
Gubię się, nie wiem co mam robić.
Wariuję. Brak dobrej drogi.
"To zaraz minie, spokojnie". – słyszę od otoczenia.
Nie mam tej wiary.
Ja już naprawdę nie chcę tego ciągnąć.
Zamknąć oczy, nie czuć.
Tak, właśnie tego naprawdę bym teraz chciała.
Po prostu opuścić cały świat.
Mój los jest taki okrutny. Pomiata mną.
Widzę to oczyma wyobraźni.
Stoję na otwartej przestrzeni, ubita, piaskowa ziemia.
Niebo niebieskie, słońce świecące.
To wszystko się szybko zmienia. Wieję wiatr.
Ze wszystkich stron pędzi.
Stoję. Opieram się jego silę. Stoję… Padam.
Wiatr przeszkadza mi wstać.
W końcu się podnoszę, chwieję… znów padam.
I tak w koło.
Coraz dłużej jestem na ziemi, chwieję się.
Wstaję z wyraźnym trudem.
Braknie mi sił na dalszą walkę.
Kiedyś zwyczajnie nie wstanę.
Dziś jestem bezsilna, okresowo trwam w bezruchu.
Pamiętam wylane może łez.
Chwilę radości przeplatają się z chwilami rezygnacji
To bardzo mnie męczy.
Czy jest ktoś, kto całkowicie mnie zrozumie?

Długo tak muszę żyć?

4 odpowiedzi na “Bezruch.”

Rzeczywiście smutny tekst, a smuci mnie tym bardziej, że jak sama napisałaś, oddaje tylko Twoje odczucia.
Mam nadzieję, że z tym nowym rokiem, wstąpią w Ciebie nowe siły. Chwile słabości ma każdy. Ja też czasem
je mam. Nie w takiej skali. W moim przypadku chwile zwątpienia zwykle są krótkie i pojawiają się wtedy,
kiedy mam czas i nastrój, żeby naprawdę pomyśleć, nie tylko o sukcesach, ale też o tym, co mi nie wychodzi
i o swoich pragnieniach, które z różnych względów w danej chwili nie mogą zostać zrealizowane.
Grunt to umieć uświadomić sobie w takich momentach te lepsze aspekty swojej sytuacji i wykorzystać płynący
z nich optymizm do zmotywowania się do dalszego działania.
Często nie jest to łatwe. Mam jednak nadzieję, że w końcu znajdziesz w sobie ten optymizm.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *