Kategorie
Krutkie teksty.

Niezmienność. Agorafob.

Napisany: 11.05.2018r.

Wszystko tu jest, wszystko czego do życia potrzeba.
Czas płynie niepostrzeżenie, Ziemia kończy kolejne okrążenie.

Napisany: 11.05.2018r.

Wszystko tu jest, wszystko czego do życia potrzeba.
Czas płynie niepostrzeżenie, Ziemia kończy kolejne okrążenie.
Nic za bardzo się nie zmienia.
Dusza zawiesiła się w próżni istnienia i obraca się wyłącznie wokół najbliższego otoczenia.
Tak lepiej, tak wygodniej, tak bezpieczniej, bo przecież nie ma tu żadnego zagrożenia.

Wszystko jest znane, tam gdzie jest zostało uznane.
W tym świecie wszystko trwa i ma swoje przeznaczenie.
Ta gwiazda rozpraszająca wszelki mrok i budząca istnienie,
ten obłok, to gęstniejący, to zaraz mętniejący, lecz nigdy nie znikający zupełnie,
ten ptak, co za oknem swą piosenkę każdego dnia wyśpiewuje…
Jego sensem śpiewanie, świata podziwianie i właśnie o tym rozgłaszanie,
to drzewo rodzące barwne kwiaty do spożycia i cień dające przed mocnym słońcem.

Tak, wszystko za szybą ma swoje niezmienne miejsce i cel istnienia.
A moim? Co jest moim sensem przeznaczenia, celem mojej duszy istnienia?
Trwanie. Trwanie tutaj w spokojnej egzystencji i niczego nie zmienianie, bo po co?

Tam zdjęcie kilku znajomych twarzy stoi nie zmiennie z równie niezmienną warstwą pyłu.
Tam poukładana zastawa stołowa i inne naczynia w szafkach kuchennych poustawiane.
Tam, w koncie na oparciu krzesła, płaszcz lekko zapomniany i może nie tam gdzie być powinien.
Tam gitara bez kilku strun oparta w rogu wspomina czasy, kiedy była komuś przydatna.
Tam na stole stosik dokumentów przykrytych przez czas do wypełnienia, a może do rozniesienia.
Obok nich dzisiejsza paczka, w której może chowa się coś do jedzenia.
W innym koncie para butów, czy jeszcze do włożenia…

Tak, wszystko tu ma swoje miejsce, w którym tak jak ja trwa niezmiennie.
Jest i okno przysłonięte wypłowiałą firanką.
Za firanką zapomniany kwiat z jakiegoś święta.

Na zewnątrz stały i mały świat.
To samo podwórze z tym samym drzewem.
Trawa zielona również ta sama.
Płot okalający i oddzielający mój dom od sąsiadów ten sam.
Chmury na niebie także niezmienne.

Krajobraz stały i dom mały, lecz również stały.
Każdy kont domu dobrze poznany.
Po za nim jestem już zawszę w parzę, bo inaczej straszniej, a tak o wiele raźniej, bezpieczniej.

Świat ten na zewnątrz jest mi mniej znany.
On jest ogromny, pełen niebezpieczeństw, a ja sam i mały.
Wiele osób twierdzi, że jest wspaniały, lecz nie ja.
On przeraża swoim ogromem, otwartością przestrzeni bez granic.
Przeraża tłumem, bo przecież żyje nas aż 7,442miliardy, i wężowymi, a jednak ludzkimi ogonkami przed wyjściem ze sklepów.
Utraty całej posiadanej świadomości i pogrążenia jej w wiecznym śnie, Oto czego się jeszcze obawiam.
Ciało potnieje i drży, serce szybciej bije, pierś boli, brak tchu i powietrza, wszystko wiruje… to czasem czuję.

Ja mam swój świat, lecz bardzo dobrze znany, przede wszystkim dobry, bezpieczny. Mój świat taki mały.
Ja się nie zmieniam i on się nie zmienia. Oto równowaga mojego istnienia.
Wszystko tu jest.

7 odpowiedzi na “Niezmienność. Agorafob.”

Piękny wiersz. Dzisiaj już nie czuję się na siłach, żeby go szerzej interpretować, ale zdecydowanie ma głębię. To skontrastowanie dwóch światów, tego wielkiego, nieznanego, pozornie chaotycznego, choć przecież w szerszej skali harmonijnego i tego naszego, małego, prywatnego. Miło i bezpiecznie z niego nie wychodzić, ale z drugiej strony ten wielki świat nas przyzywa, a czasami poprostu wdziera się w nasze życie. No i jeszcze pozostaje fakt, że jeśli my nie wyjdziemy ze swojego kokonu, strefy komfortu, skażemy się na stagnację. Ooo. Jednak wyszedł mi szerszy komentarz. Na zakończenie powiem tylko, że momentami bardzo przypominasz mi w tym wierszu Szymborską. Ona właśnie tak pisała. Jak to szło? Metale, glina, piórko ptasie cichutko tryumfują w czasie. To oczywiście z wiersza Muzeum Szymborskiej. Tak samo, jak ty, budowała klimat w oparciu o historię przedmiotów codziennego użytku.

Znów masz trafne spostrzeżenia, Kubo. 🙂
Bardzo, bardzo miło mi to słyszeć. Nie sądziłam, że mogę być przez kogokolwiek porównana do naszej wielkiem poetki Wiesławy Szymborskiej. Dziękuję. Tak, przytoczony przykład wiersza znam, miałam go na jednym z ćwiczeń na rozszerzeniu maturalnym. 🙂
No tak, a widzisz, jednak wyszedł ci szerszy wpis i bardzo się z tego cieszę.

Zdarza się. 😀 Ja akurat pamiętam Muzeum chyba jeszcze ood P. Marka, a już napewno wybrałem ten wiersz na tekst podczas konkursu recytatorskiego w drugiej liceum.

Pamiętam. Zająłem bodajże drugie, albo trzecie miejsce. Recytowałem wtedy Muzeum jako wiersz i fragment pana Włodejowskiego jako prozę. Dyplom wyróżniający do dzisiaj stoi u mnie w pokoju. Nigdy go nie widziałaś? 😀

Dobre: „Pamiętam. zająłem bodajże drugie albo trzecie miejsce…” To rzeczywiście pamiętasz. Hehe. No, OK starszym to się wybacza. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *