Categories
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki Teksty piosenek z przekazem udostępnione pliki

Udostępnione – 03 Cofnij czas – Kasia Kowalska.

Witajcie
wiem, że to brżmi przerażająco, ale wcześniej wiele razy ten utwór pasował mi do nastroju i tak jest
niestety dzisiaj.
Długo się zastanawiałam, czy naprawdę chcę go tu zamieścić, ale dzisiaj stwierdziłam, że to zrobie i
tak naprawde nadal nie wiem, czy to dobry pomysł.
OK, oto utwór, który kilkukrotnie wpasowywał się w mój nastrój.
Znów Kasia Kowalska, ale od roku jestem zafascynowana tą postacią, więc jej tekstów może się tu pojawić
więcej.
Tekst piosenki "Cofnij czas" przedstawiam poniżej.

1.
Tak trwać nie mogę
W powietrzu, gdzie tracę oddech
Co noc
Tak żyć nie mogę bez sensu
Tu nie jest zbyt bezpiecznie
I to nie jest mój dom

Życie trzymane w zacisku
Waszych ostrych szczęk
Wszystko przegrane bez celu
Chcę wrócić do swych miejsc
I nabrać tam tchu
W kolorach z tamtych dni
Dziecięcych chwil

REF.
A jeśli możesz cofnij czas
Pozwól być sobą sprzed lat
Nawet jeśli skradnie to mi resztki sił
I gdy już skończy się ten świat
Pozwól w moim śnie mi trwać
Jednak łatwiej jest mi śnić
Niż tutaj żyć

2.
I wybacz Boże, podaruj
Gdy zechcę odejść dziś stąd
Już nie namawiaj i nie obiecuj
Tam czuję się bezpieczniej
I tam jest mój dom
W kolorach z tamtych dni
Dziecięcych chwil

REF.
A jeśli możesz cofnij czas
Pozwól być sobą sprzed lat
Nawet jeśli skradnie to mi resztki sił
I gdy już skończy się ten świat
Pozwól w moim śnie mi trwać
Jednak łatwiej jest mi śnić
Niż tutaj żyć

REF.
A jeśli możesz cofnij czas
Pozwól być sobą sprzed lat
Nawet jeśli skradnie to mi resztki sił
I gdy już skończy się ten świat
Pozwól w moim śnie mi trwać
Jednak łatwiej jest mi śnić
Niż tutaj żyć

A jeśli możesz cofnij czas
Cofnij czas
A jeśli umiesz cofnij czas

Categories
Okazjonalnie Teksty piosenek z przekazem

Mędrcy świata, monarchowie.

Witajcie
z okazji dzisiejszego święta Trzech Króli najlepszego wszystkim. Silę się na optymizm, co? Hehe.
Wiem, że to nie piosenka, a kolęda, te zaś stanowią osobną kategorię, ale uznałam, że zrobię mały wyjątek
i ten tekst umieszczam również w tekstach piosenek. Jakby nie było jest to tekst, który się śpiewa, tylko,
że na konkretną okazję. Tekst po niżej.
Jeszcze raz rzyczę i sobię i wam szczęśliwego dnia.

Mędrcy świata, monarchowie,
Gdzie śpiesznie dążycie?
Powiedzcież nam, Trzej Królowie,
Chcecie widzieć Dziecię?
Ono w żłobie, nie ma tronu,
I berła nie dzierży,
A proroctwo Jego zgonu,
Już się w świecie szerzy.

Mędrcy świata, złość okrutna,
Dziecię prześladuje.
Wieść okropna, wieść to smutna,
Herod spisek knuje:
Nic monarchów nie odstrasza,
Do Betlejem śpieszą,
Gwiazda Zbawcę im ogłasza,
Nadzieją się cieszą.

Przed Maryją stają społem,
Niosą Panu dary.
Przed Jezusem biją czołem,
Składają ofiary.
Trzykroć szczęśliwi królowie,
Któż wam nie zazdrości?

Cóż my damy, kto nam powie,
Pałając z miłości?

Tak, jak każą nam kapłani,
Damy dar troisty:
Modły, pracę niosąc w dani,
I żar serca czysty.
To kadzidło, mirrę, złoto
Niesiem, Jezu szczerze,
Co dajemy Ci z ochotą,
Od nas przyjm w ofierze.

Categories
Krutkie teksty.

Przebudzenie.

Napisany: 03.01.2017r.

Przebudzenie

Znów unoszę powieki i wzdycham.
Znów kolejną noc nie śpię.
Kolejny raz to samo. Przebudzenie.
Jeszcze raz, jeszcze, jeszcze jeden.
To nie przestaje się toczyć.
Chciałabym jakoś móc to zatrzymać.
Nie mogę, nie wiem jak.
Bezgłośnie krzyczę w ciemności: Nieeee!
Frustracja miesza się z przygnębieniem.
Przygnębienie szybko staje się gniewem,
a on znów przygnębieniem. Nieeee.
Leżę, czuję to i rozmyślam.
Dlaczego tak się musi dziać?

Dlaczego tak szybko brakuje sił?

Dlaczego zgubiłam swój dawny rytm?

I dlaczego to dotyka mnie?

Czuję się źle, zupełnie inaczej.
Czuję się z tym sama.
Nie sądzę, aby ktoś rozumiał,
rozumiał to, co, jak czuję.
Mija bezsenna godzina od przebudzenia.
Porzucam myśli, staram się zasnąć.
I? I nic, leżę bezsenna,
otulona kołdrą oraz mrokiem nocy.
Wokół cisza, nic nie słyszę.
W niej czekam na świt.
Lecz zanim on mnie powita,
znów uronię strumień bezsilnych łez.
Znów dam porwać się smutkowi.
Nie mam sił, dlatego właśnie
go od siebie nie odrzucam.
Zatracam się na jakiś czas.
Teraz cały świat przestaje istnieć.
Jestem tylko ja i łzy.
Minęła, ale dopiero pierwsza fala.
Chwila uspokojenia się, ciszy, oczekiwania.
Ciężkie westchnienie i drugie uderzenie.
Po drugim znów chwila ciszy,
a w niej myśl i
oto nadchodzi trzecia fala łez.
Nie bronie się przed tym.
Oczywiście, mogłabym, ale po co?

To naturalne, że ludzie płaczą,
więc po co się bronić?

Łzy znikają, spoglądam na zegar.
Godzina piąta rano, minut dziesięć.
To znaczy czterdzieści minut łez.
Czy tak wiele musi wylewać
się ich z moich oczu?

Znów leże, nie próbuję zasnąć.
Wiem, że tego nie zrobię,
wiem, że już nie zasnę.
Wyrzuciłam zbyt wiele łez, dlatego
nie zasnę przez ból głowy.
Nie zależy mi na śnie.
Znów myślę o tym wszystkim.
Nowy rok kontynuuje ten miniony,
a ja jestem całkowicie bezradna.
Chcę, aby było jak dawniej,
Lecz nie może tak być.
Oto widzicie najzwyklejszą drwinę losu.
Tak ma wyglądać każda noc?

Takie mam dalej prowadzić życie?

Wykrzywiam usta próbując się uśmiechnąć.

Categories
Krutkie teksty.

Co czujesz?

Napisany: 07.08.2016r.

Co czujesz?

– Zamknij oczy i powiedz co czujesz.
– Spokój, radość, siłę, która pozwoli mi wszystko zmienić…
– Nie, nie, nie. To nie to.
Skup się. Zamknij oczy i powiedz co teraz czujesz.
– Frustrację.
– Tak. Właśnie tak. Idź. Nie cofaj się. Idź.
Wejdź głębiej, to dobra droga. Powiedz co tam jest, co czujesz.
– Żal, smutek, gorycz, złość, gniew…

– OO. Właśnie tak. Nazwij to, to wszystko co czujesz.
Co cię wypełnia, co w tobie drzemie.
Niech wyjdzie w końcu z twojego wnętrza.
Pozwól na to. Nie tłamś już tego.
Nazwij to. Daj temu imię.
I zamknij oczy ten raz ostatni. Zamknij i nazwij wszystko, co czujesz.
– Spokój.
– Czy czujesz spokój? Tylko spokój?

– Spokój i… Pustka. Czuję pustkę.
– A zatem z pustką przyjdzie harmonia.
W końcu i ona musi kiedyś nadejść.
A kiedy, jak nie teraz? Kiedy jak nie po pustce miejsce na harmonię?
Otwórz oczy i powiedz co czujesz.
– Pustkę… Nie, spokój wewnętrzny nazwany harmonią.
Harmonia. Harmonia jest we mnie!
– Dobrze. Właśnie się budzisz i co teraz czujesz.
Nie wiesz? Więc ja ci w tym pomogę.
Nazwę to i nie będą to dla ciebie słowa nowe.
Żal, rozczarowanie, gorycz, gniew, złość, smutek, niechęć, obojętność. To nie jest ci obce, prawda, a tak się nazywa.
To co czujesz, to wszystko jest już dla ciebie codziennością. Czysz nie?

Categories
Okazjonalnie udostępnione pliki

Awatar – 02 – Jesteś odrobiną szczęścia – Kasia Kowalska.

Witajcie
dzisiejszy awatar jest też pierwszym wpisem do kategorii – Okazjonalnie. To, że niebawem święta, wie każdy i dlatego też niniejszy awatar.
Utwór Kasi Kowalskiej – Jesteś odrobiną szczęścia powstał w 1998 roku i pojawił się na jej czwartej płycie zatytułowanej – "Pełna obaw". Piosenkarka w tekście utworu zwraca się do małej dziewczynki. Upewnia ją, że czekające ich święta będą najpiękniejszym czasem i że nawet, jeśli się czegoś przestraszy, ona zaraz uciszy jej strach. Można przypuszczać, że to sama wokalistka mówi do swojej córeczki, która w tamtym czasie 1998 miała rok.
Co jest ciekawe, to fakt, że płyta z tą piosenką pojawiła się w czerwcu 1998.

Miłego słuchania

Pozdrawiam
Magda

Categories
Okazjonalnie

Życzenia z poślizgiem.

Witajcie
Wiem, że trochę się spóźniłam, ale lepiej późno niż w cale. Hehehe.
W nowym roku 2017 chciałabym wam życzyć przede wszystkim zdrowia, bo ono jest najważniejsze, spełnienia zamierzonych celów, Jeżeli nie w całkowitym stopniu, to choć w jakiejś jego części. Aby 2017 był lepszy niż 2016.
Może krótko, ale jak najbardziej szczerze.

Nadal nie wieże, że 2016 już za nami. Hehehe.
Pozdrawiam w 2017 roku.
Magda

Categories
Krutkie teksty.

Zła droga – opowiadanie

Witajcie
teraz opowiadanie, które już tutaj było. Napisane zostało 04.03.2015. Miłej lektóry.

Zła droga

Jak każdego dnia po szkolę, czekałam na transport do domu. Wracałam taksówką i zwykle kierowcy podchodzili do szkoły, i zabierali mnie. Usłyszałam, że ktoś się zbliża i poczułam jak chwyta mnie za rękę. Szłam z panem taksówkarzem, trzymając go nieco powyżej łokcia, gdyż tak mnie uczono, w stronę samochodu. Wyczułam, że schodzi w dół i ja zeszłam za nim po czterech schodach, za bramą szkoły. Skręciliśmy w lewo i poszliśmy prosto chodnikiem. Po chwili się zatrzymaliśmy i usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Zdjęłam plecak z pleców i weszłam do środka taksówki, mężczyzna, stojący na chodniku, zamknął za mną drzwi. Drzwi po lewej stronie, z przodu zostały otwarte, a po kilku sekundach, na powrót zamknięte, silnik odpalony i ruszyliśmy.
Nie rozmawialiśmy, bo nie odczuwałam takiej potrzeby. Nie wiedziałam, co mogę powiedzieć, a i kierowca zdawał się nie być zainteresowany prowadzeniem ze mną rozmowy. Mnie to odpowiadało, wolałam skupić się na przebiegu dzisiejszego dnia i na tym, jak spędzę jego pozostałą część, oczywiście nie licząc czasu, jaki poświęcę na odrobienie lekcji.
W pewnym momencie, zdałam sobie sprawę, że nie rozpoznaje trasy, jaką jedziemy. Drogę od szkoły do domu znałam na pamięć, i wiedziałam, że kierunkiem, jakim na początku jechaliśmy, nie mogliśmy zjechać nigdzie, aby jechać tak jak teraz. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, kiedy samochód stanął, a na zewnątrz usłyszałam melodie sygnalizacji świetlnej, znaku dla pieszych, że mogą bezpiecznie przejść na drugą stronę ulicy. Musiałam nie zauważyć innego zakrętu, w jaki wjechaliśmy zanim znaleźliśmy się na tej trasie. Dźwięk sygnalizacji świetlnej się skończył, a my, po kilku sekundach, ruszyliśmy. Może kierowca mi to wyjaśni?
– Proszę Pana? – zapytałam, lecz kierowca nie odpowiedział. Ponowiłam, więc próbę, zwrócenia na siebie jego uwagi i dokończyłam pytanie: – Proszę Pana, gdzie jedziemy? – Odpowiedział mi warkot silnika i cicha muzyka stacji radiowej. Nadal nie rozpoznawałam drogi, a zachowanie kierowcy wydało mi się nietypowe. Czy nie powinien, chociaż ze zwykłej grzeczności, dla zasady, udzielić mi odpowiedzi, gdzie mnie wiezie? Do głowy przyszła mi jedna myśl. Myśl, która z początku była dla mnie nieprawdopodobna, ale po przeanalizowaniu sytuacji, zyskiwała na prawdopodobności i była jedynym wyjaśnieniem zaistniałej sytuacji. Zostałam porwana.
– "Dlaczego?" – pytałam samej siebie, gdy fakt o porwaniu przebił się do mojej świadomości. – Porywacz nie ma, co liczyć na okup. Środki finansowe mojej rodziny, nie są durzę, może ledwo dwa tysiące miesięcznie, ale nie więcej. Nie, porwanie za okup nie miało sensu, ale o co w takim razie, jeżeli nie o okup, mogło chodzić w tej sytuacji? Pokręciłam lekko głową, stwierdzając, że ta cała sytuacja nie ma sensu. Zrezygnowana, próbowałam skupić się na cicho lecącej we wnętrzu auta muzyce, po to, aby nie zajmować myśli faktami, z których nic, ponad to, co sobie uświadomiłam, nie wniosę. W radiu właśnie zaczynała się piosenka, zespołu 2 plus 1 "Choć pomaluj mój świat". Musiała być to stacja radiowa, grająca starsze piosenki.
(…) Siadasz przy stole, wyjmujesz farby, i kolorowe otwierasz okno.
Trawy i drzewa są takie szare,
Barwę popiołów przybrały nieba.
W ciszy tak smutno szepcze zegarek,
O czasie, co mi go nie potrzeba.
Więc choć, pomaluj mój świat:
na żółto i na niebiesko,
Niech na niebie stanie tęcza,
malowana twoją kredką.
Więc choć, pomaluj mi życie,
Niech świat mój się zarumieni,
Niech mi zalśni w pełnym słońcu,
kolorami całej ziemi…
Silnik zgasł, a wraz z nim ucichła muzyka, wydobywająca się z głośników radiowych, pogrążając wszystko w barierze ciszy. Kierowca chrząknął, a po chwili odpiął swój pas i wysiadł. Usłyszałam ciche, bardzo ciche kroki, oddalające się od samochodu. Może to jest moja szansa? Nim zdążyłam się nad tym zastanowić, nim pomyślałam o dalszym ciągu, stałam na zewnątrz. Wokół mnie cisza, przerywana jedynie wiatrem, poruszającym gałęźmi drzew. Pod stopami nie czułam betonowych płytek, tak jak się tego spodziewałam, a ziemię. Twardą, ubitą ziemię, przykrytą cienką warstwą białego puchu. – "Ścieszka." – pomyślałam. – "ścieżka w lesie." – Fakt, że nie słyszałam śpiewu ptaków, nie był dla mnie dziwnym zjawiskiem, bo przecież minęła ledwie połowa Stycznia. Znów usłyszałam kroki. To zapewne kierowca wracał do pozostawionego samochodu i mnie. Ponownie poczułam, jak mnie łapie za rękę. Miałam ochotę krzyczeć, krzyczeć: aby mnie puścił, lub, że mnie krzywdzi, byle otrzymać pomoc, ale zrezygnowałam z tego po chwili, przypominając sobie to, w jakim byłam otoczeniu i która była godzina. Tak, nie było jeszcze tak późno, ale wątpiłam, aby ktoś chodził teraz po lesie. Z drugiej jednak strony, jeżeli chcę wyjść cało z tej dziwnej sytuacji, w jakiej się znalazłam, muszę spróbować. Otworzyłam usta, a z mojego gardła wydobyło się tylko: – POM… – Poczułam dłoń na ustach, która skutecznie zagłuszyła moją próbę ratunku. Nie zniechęciłam się tak szybko i znów spróbowałam. Sytuacja się powtórzyła: mężczyzna zagłuszył mój krzyk. Skoro nie wołanie, spróbowałam oporu. Co miałam do stracenia? Mężczyzna najpierw delikatnie nakazał mi iść. Zaparłam się nogami, pozostając w miejscu. Mężczyzna ponownie, tym razem trochę silniej, nakazał mi ruszenie się z miejsca. Podziałało. Trzy niewielkie kroki w przód. W końcu, zniecierpliwiony, pociągnął mnie za sobą i nie miałam wyboru, musiałam pozwolić, aby mnie prowadził. Po pięciu metrach, skręciliśmy w lewo, wchodząc na nową, trochę obniżoną od wcześniejszej, ścieżkę. Jak się po chwili okazało, nowa Ścieszka prowadziła do niewielkiego domku, do którego, oczywiście miałam wejść. – O co tu chodzi? Czemu Pan mnie tu przywiózł i czego ode mnie Pan chce? – zapytałam, żądając odpowiedzi, ale oczywiście jej nie otrzymałam. Zdawałam sobie sprawę, jak cała ta scena musi wyglądać: dwie osoby stoją przed domkiem, rozmawiają i nie wchodzą do środka. Towarzyszący mi mężczyzna otworzył drzwi i lekko pchnął mnie w przód, a ja usłyszałam chóralny okrzyk:
– Wszystkiego najlepszego! – No tak, jak mogłam zapomnieć. Dzisiaj były moje urodziny. Nie zostałam porwana dla okupu, a z powodu sprawienia mi niespodzianki urodzinowej. Odetchnęłam z ulgą. Teraz to już pozostało mi cieszyć się resztą tego dnia, choć nie wiem, jak po tym, co mnie spotkało, mogę się cieszyć z tego dnia i urządzonego mi przyjęcia niespodzianki.
W kilka sekund otoczyli mnie przyjaciele i wprowadzili w głąb pokoju. Zaczęło się składanie życzeń i wręczanie niewielkich, oklejonych papierem, paczek, które były prezentami. – Niech zgadnę, ty to wszystko wymyśliłaś? – zapytałam jednej z moich najlepszych przyjaciółek, kiedy wręczyła mi swój prezent, który, tak jak te przed nim, odłożyłam na stojący w pobliżu stół.
– Chyba nie jesteś zła?

– Co? Dlaczego miałabym być na ciebie zła? Nawet nie przypuszczałam, że tak się to zakończy. Świetnie to rozplanowałaś. Myślałam, że naprawdę ktoś mnie porywa, jednak nie mogłam znaleźć powodu, dla którego miało się tak dziać.
– HM. Następnym razem to poprawie. – Obie zaczęłyśmy się śmiać. Kiedy już się uspokoiłyśmy, nie usłyszałam kroków zbliżającej się osoby, ale jednak mimo to się nie przestraszyłam, gdy usłyszałam jej głos przy mnie. To była moja mama.
– Wiedziałaś o tym? – zapytałam, gdy już złożyła mi życzenia, a ja grzecznie jej za nie podziękowałam.
– Tak, wiedziałam. Mam nadzieje, że nie jesteś zła?

– Nie, mamo, nie jestem zła. Może nadal zaskoczona i nie postrzegam tego wszystkiego, jako rzeczywistość, ale nie jestem na nikogo zła. – Mama pocałowała mnie w policzek i jeszcze raz powiedziała:
– Wszystkiego najlepszego. Żebyś była szczęśliwa i zdrowa.
– Teraz na pewno jestem, a zdrowia mi nie brakuje. – zapewniłam i po kilku sekundach, poczułam jak ktoś ściska mi rękę. Męska, trochę szorstka dłoń. Głos, jaki usłyszałam, gdy jego właściciel składał mi życzenia, upewnił mnie, że się nie myliłam. – Dziękuje. – powiedziałam, tak wiele razy już wypowiadane dzisiaj to słowo. Po chwili tata podprowadził mnie do innego stołu, gdzie jak się dowiedziałam, stał mój urodzinowy tort. Po odśpiewaniu mi tradycyjnego: sto lat, i po zdmuchnięciu świeczek, usłyszałam otaczające mnie brawa. Dźwięk ten upewnił mnie, że byłam już siedemnastolatką, a nie szesnastolatką, tak jak wczoraj, lub tak, jak tego byłam pewna kilkanaście minut temu. Byłam szczęśliwa, ale czy mogło być inaczej, jeżeli otaczała mnie rodzina i przyjaciele?