Kategorie
Krutkie teksty.

Zła droga – opowiadanie

Witajcie
teraz opowiadanie, które już tutaj było. Napisane zostało 04.03.2015. Miłej lektóry.

Zła droga

Witajcie
teraz opowiadanie, które już tutaj było. Napisane zostało 04.03.2015. Miłej lektóry.

Zła droga

Jak każdego dnia po szkolę, czekałam na transport do domu. Wracałam taksówką i zwykle kierowcy podchodzili do szkoły, i zabierali mnie. Usłyszałam, że ktoś się zbliża i poczułam jak chwyta mnie za rękę. Szłam z panem taksówkarzem, trzymając go nieco powyżej łokcia, gdyż tak mnie uczono, w stronę samochodu. Wyczułam, że schodzi w dół i ja zeszłam za nim po czterech schodach, za bramą szkoły. Skręciliśmy w lewo i poszliśmy prosto chodnikiem. Po chwili się zatrzymaliśmy i usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Zdjęłam plecak z pleców i weszłam do środka taksówki, mężczyzna, stojący na chodniku, zamknął za mną drzwi. Drzwi po lewej stronie, z przodu zostały otwarte, a po kilku sekundach, na powrót zamknięte, silnik odpalony i ruszyliśmy.
Nie rozmawialiśmy, bo nie odczuwałam takiej potrzeby. Nie wiedziałam, co mogę powiedzieć, a i kierowca zdawał się nie być zainteresowany prowadzeniem ze mną rozmowy. Mnie to odpowiadało, wolałam skupić się na przebiegu dzisiejszego dnia i na tym, jak spędzę jego pozostałą część, oczywiście nie licząc czasu, jaki poświęcę na odrobienie lekcji.
W pewnym momencie, zdałam sobie sprawę, że nie rozpoznaje trasy, jaką jedziemy. Drogę od szkoły do domu znałam na pamięć, i wiedziałam, że kierunkiem, jakim na początku jechaliśmy, nie mogliśmy zjechać nigdzie, aby jechać tak jak teraz. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, kiedy samochód stanął, a na zewnątrz usłyszałam melodie sygnalizacji świetlnej, znaku dla pieszych, że mogą bezpiecznie przejść na drugą stronę ulicy. Musiałam nie zauważyć innego zakrętu, w jaki wjechaliśmy zanim znaleźliśmy się na tej trasie. Dźwięk sygnalizacji świetlnej się skończył, a my, po kilku sekundach, ruszyliśmy. Może kierowca mi to wyjaśni?
– Proszę Pana? – zapytałam, lecz kierowca nie odpowiedział. Ponowiłam, więc próbę, zwrócenia na siebie jego uwagi i dokończyłam pytanie: – Proszę Pana, gdzie jedziemy? – Odpowiedział mi warkot silnika i cicha muzyka stacji radiowej. Nadal nie rozpoznawałam drogi, a zachowanie kierowcy wydało mi się nietypowe. Czy nie powinien, chociaż ze zwykłej grzeczności, dla zasady, udzielić mi odpowiedzi, gdzie mnie wiezie? Do głowy przyszła mi jedna myśl. Myśl, która z początku była dla mnie nieprawdopodobna, ale po przeanalizowaniu sytuacji, zyskiwała na prawdopodobności i była jedynym wyjaśnieniem zaistniałej sytuacji. Zostałam porwana.
– "Dlaczego?" – pytałam samej siebie, gdy fakt o porwaniu przebił się do mojej świadomości. – Porywacz nie ma, co liczyć na okup. Środki finansowe mojej rodziny, nie są durzę, może ledwo dwa tysiące miesięcznie, ale nie więcej. Nie, porwanie za okup nie miało sensu, ale o co w takim razie, jeżeli nie o okup, mogło chodzić w tej sytuacji? Pokręciłam lekko głową, stwierdzając, że ta cała sytuacja nie ma sensu. Zrezygnowana, próbowałam skupić się na cicho lecącej we wnętrzu auta muzyce, po to, aby nie zajmować myśli faktami, z których nic, ponad to, co sobie uświadomiłam, nie wniosę. W radiu właśnie zaczynała się piosenka, zespołu 2 plus 1 "Choć pomaluj mój świat". Musiała być to stacja radiowa, grająca starsze piosenki.
(…) Siadasz przy stole, wyjmujesz farby, i kolorowe otwierasz okno.
Trawy i drzewa są takie szare,
Barwę popiołów przybrały nieba.
W ciszy tak smutno szepcze zegarek,
O czasie, co mi go nie potrzeba.
Więc choć, pomaluj mój świat:
na żółto i na niebiesko,
Niech na niebie stanie tęcza,
malowana twoją kredką.
Więc choć, pomaluj mi życie,
Niech świat mój się zarumieni,
Niech mi zalśni w pełnym słońcu,
kolorami całej ziemi…
Silnik zgasł, a wraz z nim ucichła muzyka, wydobywająca się z głośników radiowych, pogrążając wszystko w barierze ciszy. Kierowca chrząknął, a po chwili odpiął swój pas i wysiadł. Usłyszałam ciche, bardzo ciche kroki, oddalające się od samochodu. Może to jest moja szansa? Nim zdążyłam się nad tym zastanowić, nim pomyślałam o dalszym ciągu, stałam na zewnątrz. Wokół mnie cisza, przerywana jedynie wiatrem, poruszającym gałęźmi drzew. Pod stopami nie czułam betonowych płytek, tak jak się tego spodziewałam, a ziemię. Twardą, ubitą ziemię, przykrytą cienką warstwą białego puchu. – "Ścieszka." – pomyślałam. – "ścieżka w lesie." – Fakt, że nie słyszałam śpiewu ptaków, nie był dla mnie dziwnym zjawiskiem, bo przecież minęła ledwie połowa Stycznia. Znów usłyszałam kroki. To zapewne kierowca wracał do pozostawionego samochodu i mnie. Ponownie poczułam, jak mnie łapie za rękę. Miałam ochotę krzyczeć, krzyczeć: aby mnie puścił, lub, że mnie krzywdzi, byle otrzymać pomoc, ale zrezygnowałam z tego po chwili, przypominając sobie to, w jakim byłam otoczeniu i która była godzina. Tak, nie było jeszcze tak późno, ale wątpiłam, aby ktoś chodził teraz po lesie. Z drugiej jednak strony, jeżeli chcę wyjść cało z tej dziwnej sytuacji, w jakiej się znalazłam, muszę spróbować. Otworzyłam usta, a z mojego gardła wydobyło się tylko: – POM… – Poczułam dłoń na ustach, która skutecznie zagłuszyła moją próbę ratunku. Nie zniechęciłam się tak szybko i znów spróbowałam. Sytuacja się powtórzyła: mężczyzna zagłuszył mój krzyk. Skoro nie wołanie, spróbowałam oporu. Co miałam do stracenia? Mężczyzna najpierw delikatnie nakazał mi iść. Zaparłam się nogami, pozostając w miejscu. Mężczyzna ponownie, tym razem trochę silniej, nakazał mi ruszenie się z miejsca. Podziałało. Trzy niewielkie kroki w przód. W końcu, zniecierpliwiony, pociągnął mnie za sobą i nie miałam wyboru, musiałam pozwolić, aby mnie prowadził. Po pięciu metrach, skręciliśmy w lewo, wchodząc na nową, trochę obniżoną od wcześniejszej, ścieżkę. Jak się po chwili okazało, nowa Ścieszka prowadziła do niewielkiego domku, do którego, oczywiście miałam wejść. – O co tu chodzi? Czemu Pan mnie tu przywiózł i czego ode mnie Pan chce? – zapytałam, żądając odpowiedzi, ale oczywiście jej nie otrzymałam. Zdawałam sobie sprawę, jak cała ta scena musi wyglądać: dwie osoby stoją przed domkiem, rozmawiają i nie wchodzą do środka. Towarzyszący mi mężczyzna otworzył drzwi i lekko pchnął mnie w przód, a ja usłyszałam chóralny okrzyk:
– Wszystkiego najlepszego! – No tak, jak mogłam zapomnieć. Dzisiaj były moje urodziny. Nie zostałam porwana dla okupu, a z powodu sprawienia mi niespodzianki urodzinowej. Odetchnęłam z ulgą. Teraz to już pozostało mi cieszyć się resztą tego dnia, choć nie wiem, jak po tym, co mnie spotkało, mogę się cieszyć z tego dnia i urządzonego mi przyjęcia niespodzianki.
W kilka sekund otoczyli mnie przyjaciele i wprowadzili w głąb pokoju. Zaczęło się składanie życzeń i wręczanie niewielkich, oklejonych papierem, paczek, które były prezentami. – Niech zgadnę, ty to wszystko wymyśliłaś? – zapytałam jednej z moich najlepszych przyjaciółek, kiedy wręczyła mi swój prezent, który, tak jak te przed nim, odłożyłam na stojący w pobliżu stół.
– Chyba nie jesteś zła?

– Co? Dlaczego miałabym być na ciebie zła? Nawet nie przypuszczałam, że tak się to zakończy. Świetnie to rozplanowałaś. Myślałam, że naprawdę ktoś mnie porywa, jednak nie mogłam znaleźć powodu, dla którego miało się tak dziać.
– HM. Następnym razem to poprawie. – Obie zaczęłyśmy się śmiać. Kiedy już się uspokoiłyśmy, nie usłyszałam kroków zbliżającej się osoby, ale jednak mimo to się nie przestraszyłam, gdy usłyszałam jej głos przy mnie. To była moja mama.
– Wiedziałaś o tym? – zapytałam, gdy już złożyła mi życzenia, a ja grzecznie jej za nie podziękowałam.
– Tak, wiedziałam. Mam nadzieje, że nie jesteś zła?

– Nie, mamo, nie jestem zła. Może nadal zaskoczona i nie postrzegam tego wszystkiego, jako rzeczywistość, ale nie jestem na nikogo zła. – Mama pocałowała mnie w policzek i jeszcze raz powiedziała:
– Wszystkiego najlepszego. Żebyś była szczęśliwa i zdrowa.
– Teraz na pewno jestem, a zdrowia mi nie brakuje. – zapewniłam i po kilku sekundach, poczułam jak ktoś ściska mi rękę. Męska, trochę szorstka dłoń. Głos, jaki usłyszałam, gdy jego właściciel składał mi życzenia, upewnił mnie, że się nie myliłam. – Dziękuje. – powiedziałam, tak wiele razy już wypowiadane dzisiaj to słowo. Po chwili tata podprowadził mnie do innego stołu, gdzie jak się dowiedziałam, stał mój urodzinowy tort. Po odśpiewaniu mi tradycyjnego: sto lat, i po zdmuchnięciu świeczek, usłyszałam otaczające mnie brawa. Dźwięk ten upewnił mnie, że byłam już siedemnastolatką, a nie szesnastolatką, tak jak wczoraj, lub tak, jak tego byłam pewna kilkanaście minut temu. Byłam szczęśliwa, ale czy mogło być inaczej, jeżeli otaczała mnie rodzina i przyjaciele?

12 odpowiedzi na “Zła droga – opowiadanie”

Dziękuję za opinię. Liczę, że w swoim czasie zapoznasz się z innymi zamieszczonymi tutaj tekstami.
Pozdrawiam
autorka bloga
Magda

Matko, jakie napięcie. Czytałam to jednym tchem. Świetnie to napisałaś. Na prawdę umiesz stworzyć klimat.
Jestem pod wrażeniem. Pozdrawiam gorąco.

Dziękuję bardzo za słowa uznania mojej pracy. Cieszę się, że się podobało. Może w pozostałych tekstach,
bardziej lirycznych, znajdziesz coś dla siebię? Trudno mi stwierdzić, dlatego zachęcam cię, abyś sama
się z nimi zapoznała. Może w którymś z nich znajdziesz jednak coś dla siebię?
pozdrawiam serdecznie

Tak, do momentu ujawnienia, że żekome porwanie jest w rzeczywistości przetransportowaniem na miejsce zabawy urodzinowej, to rzeczywiście może być trochę straszne, ale jak widać, taki był cel i został on osiągnięty. Zapraszam również do zapoznania się z innymi tekstami zamieszczonymi tutaj, choć te są bardziej liryczne, to może jednak coś ci się z nich spodoba, Marcysiu.

Miło wiedzieć, że opowiadanie się tak podoba i zaskakuje, choć to w zasadzie było jego celem. Aczkolwiek nie spodziewałam się, że ktoś chciałby do tego wracać. Nie twierdze, że tto zły tekst, lecz nie sądziłam, że może się on aż tak spodobać, aby czytać go ponownie. To miła opinia, za którą serdecznie dziękuję. 🙂

Rozumiem Mateuszu, że ty należysz do tych osó, które lubią odczówać lęk? 🙂
Ha, zaskoczyłam was. Widzicie, jestem nieprzewidywalna, a przynajmniej potrafiię coś takiego stworzyć. Hehe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *