Categories
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki Okazjonalnie

Witajcie w 2020 roku.

Zaczął się kolejny rok, nowe 12 miesięcy do zapełnienia sukcesami i niezapomnianymi chwilami z minimalizacją tych trudnych i bolesnych. Tego wam wszystkim życzę. Również spełnienia marzeń tak jawnych jak i tych ukrytych głęboko w sercu, do których odwagę się przyznać macie tylko przed samym sobą, a już na pewno rozpoczęcia realizacji owych marzeń i ich kontynuowanie. One przecież same się nie spełnią i nie chcą trwać tylko w was, ale ujrzeć światło dzienne. Spełnienia wszelkich stawianych celów, za równo mniejszych jak i wielkich, czy to zdobycie następnego stopnia edukacyjnego, powodzeń na drodze zawodowej i w życiu prywatnym, bo przecież dwie dwudziestki w roku muszą coś oznaczać, więc niech to będzie szeroko rozumiane spełnienie. 🙂
Życzę wam również dużo, dużo zdrowia, taką samą ilość akceptacji i miłości, a wtedy szczęście samo was odwiedzi. Zawarcia nowych znajomości, pielęgnowania tych, które już macie i odłączenia się od tych, które w jakiś sposób są dla was szkodliwe. Człowiek samotny to człowiek nieszczęśliwy.
Na koniec: wierzcie w siebie i stawiajcie czoła przede wszystkim własnym lękom i ograniczeniom. Chwytajcie szansy, jakie widzicie na horyzoncie i korzystajcie z życia, lecz z właściwym rozsądkiem.
Niech 2020 okażę się dla was wszystkich rokiem bardziej niż udanym.

Categories
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki

Rzadkie imiona.

Witajcie
w życiu spotykamy różnych ludzi, o różnych zainteresowaniach, pasjach, charakterach, czy imionach. Właśnie na tym ostatnim przytoczonym aspekcie się skupię.
Niektóre z tych imion mogą nie być tak bardzo rzadkie, one są takie według mojej oceny. Kolejność mniej więcej taka w jakiej dane osoby poznawałam od najwcześniejszej.

1: Eleonora,
2: Lucyna,
3: Olimpia,
4: Nikola,
5: Daria,
6: Eugeniusz,
7: Olek,
8: Nela,
9: Rozalia,
10: Mirek,
11: Borys,
12: Nadia,
13: Radek,
14: Franek,
15: Pamela,
16: Malwina,
17: Salomea,
18: Mirosława,
19: Remigiusz,
20: Zenia,
21: Iga,
22: Donata,
23: Noemi,
24: Vanessa,
25: Roland,
26: Anita,
27: Honorata,
28: Marzena,
29: Milena,
30: Grażyna,
31: Edek,
32: Sabina,

I jak? Zdziwiło was jakieś z zaprezentowanych imion? Może słyszycie je po raz pierwszy? Może wy spotkaliście kogoś o dość rzadkim imieniu? Podzielcie się odczuciami w komentarzach. 🙂

Pozdrawiam
MR

Categories
Bliżej gwiazd - moi artyści muzyczni i nie tylko. codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki

Znani poznani przeze mnie.

Witajcie
Wybaczcie, że nie zdążyłam z tym wpisem w ubiegłym tygodniu, ale stąd też taka a nie inna pora niniejszej publikacji, spójrzcie na godzinę wstawienia. 🙂
Prezentuje wam kolejny punkt wybrany przez was. Lista osób, no właśnie – znanych, a osobiście poznanych przez moją skromną osobę, albo chociaż takich, w któ®ych pobliżu się znalazłam. Wybaczcie, że nie we wszystkich sekcjach podam czas, kiedy owi ludzie zostali przeze mnie zapoznani lub spotkani, ale stanie się tak z prostej przyczyny. Nie pamiętam już dokładnie, kiedy to miało miejsce. Kilka może jestem w stanie określić w czasie z większą lub mniejszą precyzyjnością, ale to raczej z tych, które odbyły się stosunkowo nie dawno.
Tak więc, jeżeli kogoś to zainteresuję, zapraszam do lektury i komentowania.

#Lipskee:
Szersza publiczność poznała go gdy w 2014r. pojawił się na castingu talentshow "Mam Talent" emitowanego na antenie TVN i doszedł do finału, którego jednak nie wygrał. Lipskee lub fonetycznie Lipski, to jego pseudonim, tak naprawdę chłopak nazywa się Adrian Lipiński i jest tancerzem pochodzącym z Gdańska, wykonującym Popping (taniec polegający na naśladowaniu ruchów robota). Oprócz tańca jest też choreografem oraz instruktorem wykonywanego przez siebie rodzaju tańca. Skupia swoją uwagę również na rozwoju takich nowych form tanecznych jak Tufting, Finger Waving i Digits.
Zapoznany dzięki okolicznościom festynu w Gdyni. Kiedyś z tamtego okresu miałam z nim zdjęcie, ale obecnie już utracone, nie mniej jednak świadomość pozostała. Chłopak w porządku, mówiąc kolokwialnie, wyluzowany i znający się na tym, co robi.

#Ola Wróbel:
Szerszej publiczności znana i popularna dzięki temu z teledysku do piosenki discopolowego zespołu Weekend "Ona tańczy dla mnie". Dziewczyna zaczęła wykonywać muzykę tego rodzaju w 2013 roku. Swego czasu, gdy słuchałam discopolo to podobały mi się takie piosenki jak: "Jak feniks", "Na parkiecie" i "Powiedz mi". Dziś już raczej do tego gatunku i utworów nie wracam, z wyłączeniem grópy Masters, której jednak słuchałam przez chwile z rok temu.

#Kasia Kowalska:
Polska wokalistka, autorka tekstów piosenek, kompozytorka, producentka i gitarzystka (gitara akustyczna i elektryczna). Urodziła się w 1973r. w podwarszawskim Sulejówku. Debiutowała w 1994r. albumem "gemini" (łac. "bliźnięta) i od tamtego roku właściwie nieprzerwanie daje koncerty dla rzeszy oddanych fanów. Obecna na scenie muzycznej już od 25 lat, a Łączna ilośc sprzedanych płyt to ponad 4000000 egzemplarzy, co stawia ją w gronie najlepiej sprzedających się artystów. Muzyka ją wykonuje to rock, poprock, pop, indierock, indiepop. Więcej informacji biograficznych w artykule jej poświęconym.

#Ewa Niespodziana:
Uczestniczka szóstej edycji telewizyjnego reality show Top Model emitowanego na antenie TVN od jesieni 2015 do lata 2016. W programie zajęła 2 miejsce, a po nim kontynuowała działalność w branży modelingu. Spotkałam ją w pociągu Intercity relacji Gdynia główna – Kraków główny/Katowice. Nie jestem pewna stacji końcowej, ale raczej była to któraś z tych dwóch. W każdym razie samo poznanie było ciekawą rozmową. Wsiadłam z mamą do interesującego nas przedziału, w którym siedziała jedna dwudziestokilkuletnia dziewczyna.
– dzień dobry.
– Dzień dobry. – Po chwili milczącego siedzenia owa dziewczyna się do nas odzywa:
– Ja nie wiem, czy Panie mnie poznają. Ja jestem Ewa, byłam laureatką programu Top Model. – Później dowiedziałam się, że wracała z trójmiasta po jakiejś sesji zdjęciowej i jedzie na spotkanie z fanami. Zrobiłyśmy zdjęcie, a moja mama zrobiła jej jedno zdjęcie potencjalnie z ukrycia, lecz Ewa to zauważyła i zapytała: – Przepraszam, czy Pani mi zrobiła zdjęcie? – Wtedy zgodziła się zrobić sobie zdjęcie ze mną. Modelka była zainteresowana moją osobą i całkiem przyjemnie się z nią rozmawiało, dzięki czemu podróż minęła szybko i w miłej atmosferze.

#Filip Hajzer:
Polski prezenter radiowy i telewizyjny. Pracę dziennikarza zaczął stając się redaktorem "Super exspresu", "CIA Warszawy" oraz "Newsweeka", a od Maja 2011 pracuje jako reportem w programie śniadaniowym "Dzień Dobry TVN". W wakacje 2014-2017 prowadził wakacyjne wydanie tego programu telewizji TVN. Prowadzący programu "Mali Giganci" od Marca 2015r. Pracował w takich rozgłośniach radowych jak: złote Przeboje, Radiowa 4.
Ja miałąm okazję, może nie poznać, porozmawiać, ale usłyszeć na własne uszy przez krótką cwile, o czym wspominałąm też tu gdzieś na tej stronie. Wydarzyło się to w Sierpniu bodajże 2017r. w Sopocie, gdy w miniony wówczas weekend skończył się "Sopot Festiwal Top Trendy". Miłe wspomnienie, podczas którego przekonałąm się, że naprawdę ma taki głos, że technologia w żaden sposób nie przekształca mu głosu, aby leiej brzmiał czy coś.

#Krystyna Giżowska:
Polska piosenkarka wykonująca muzykę pop, autorka tekstów piosenek i kompozytorka. Debiutowała w 1968 roku, choć prawdziwa kariera rozpoczęła się w latach 70-tych występując jako solistka w zespołach wojskowych. W 1976 na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Soczi rozpoczęła samodzielną drogę artystyczną. Jej pierwsza płyta "jestem jak inne – LP Polskie Nagrania" pochodzi z 1982, a oprócz niej wydała jeszcze czternaście innych, różnych albumów zyskując sympatię publiczności i krytyków muzycznych.
Byłam na jej półtora godzinnym/dwugodzinnym występie przy okazji jednego z festynów w jednym z miejskich parków w Gdyni. Podobało mi się i nawet znałam kilka piosenek, które w zasadzie przypadły mi do gustu: "Przeżyłam z tobą tyle lat", "Złote obrączki", "Nie było ciebie tyle lat" i chyba było coś jeszcze, czego na tą chwile nie pamiętam.

#Artur Andrus,
Dzięki wyjściu z internatu miałam okazję znaleźć się na Recitalu Kabaretowy tego artysty w połowie Maja 2016r. Ogólnie podobało mi się i nie żałuję wyjścia, choć pamiętam, że z jakiegoś powodu nie mogłam się wczuć i śmiałam się dlatego, że wszyscy wokół się śmiali. Tak szczerze to zaśmiałam się już ku końcowi wydarzenia, bynajmniej nie z radości jego zbliżającego się końca, lecz dopiero wtedy artysta swoimi wypowiedziami/anegdotkami dał mi okazję do prawdziwego, szczerego śmiechu.

#Raz, Dwa, Trzy:
Znalazłam się na ich koncercie przy okazji promowania projektu muzycznego "Raz, dwa, trzy Młynarski" w Bydgoskiej Filharmonii Pomorskiej 19.10.2017r. Wykonywali utwory tylko z tego albumu i choć nie do końca jest to mój gatunek muzyczny (poezja śpiewana), to jednak wokalistę podczas tego występu według mnie ratowało to, co mówił między utworami. Pamiętam, że żarty miał trafione, potrafiące naprawdę rozbawić, choć teraz raczej żadnego nie przytoczę.

#Cleo,
Reprezentantka tak zwanego "młodego pokolenia" artystów muzyki rozrywkowej. Uczestniczyłam w półgodzinnym fragmencie koncertu, normalni dwugodzinnego w ramach obchodów "Dni Redy 2018". Nie żebym lubiła tą artystkę, ale po tym wysłuchaniu jej na żywo mogę stwierdzić, że moim zdaniem ma lepszy głos, niż w singlowych wersjach studyjnych swoich nagrań.

#Anita Lipnicka:
O tym wspominałam kilka miesięcy temu na forum o koncertach krótko po wydarzeniu, ale najpierw rys biograficzny.
Polska piosenkarka i autorka tekstów piosenek. Karierę zaczynała śpiewając w zespole Varius Manx, z którym nagrała dwie płyty "Emu 1994" i "Elf 1995", a w połowie lat 90-tych zaczęła drogę solową trwającą do dziś. Jej pierwszym solowym projektem był album o nazwie "Wszystko się może zdarzyć" z 1996r. Artystka w 2002r. po trzech płytach solowych, nawiązała współprace z Johnem Porterem tworząc projekt "Nieprzyzwoite Piosenki". Duet wydał jeszcze trzy płyty. W 2012r. wzięła udzial w projekcie Muzeum Powstania Warszawskiego "Morowe Panny" i na płytę o tym samym tytule nagrała piosenkę z Johnem Porterem "Jeśli nie wrócę".
Koncertu Anity Lipnickiej w bydgoskiej Filharmonii Pomorskiej w ramach trasy promującej ostatni album "Miód i dym" z 2017r. wysłuchałam 19.10.2018r. Ogólnie nawet mi się podobało, choć nie wiem czy wybrałabym się jeszcze raz. Lubię niektóre z jej piosenek i raczej nic do niej nie mam, lecz… Udział w tym wieczorze pozwolił mi odkryć pewną cechę mojej osoby, której do końca nie byłam świadoma. Chodzi o to, że w muzyce wole jakąś większą różnorodność, a zaprezentowane wtedy piosenki były stylistycznie właściwie takie same. To też nie tak, że przez to niczego dla siebie nie znalazłam, znalazłam i to w sumie nie aż tak mało. Na tą chwile mogę wymienić takie kompozycję jak: utwór na który czekałam cały koncert "Ptasiek", "z miasta", "Lot anioła", "Tęczowa",

#Grzegorz Gzyl:
Będąc dzieckiem przy okazji jakiegoś eventu w Gdyńskim Teatrze Muzycznym dostałam autograf od aktora Grzegorza Gzyla. Dla mnie jest on znany z telewizyjnego serialu "Na Wspólnej" emitowanego w telewizji TVN od roku 2005, gdzie grał Marka Ziemińskiego, męża Danusi i ojca licealistki, niedługo studentki prawa Oli. Do jego innych dokonań filmowo-serialowych należą role w: "Czarny Czwartek 2011" – (Jan Marjański), "Wszystko co kocham 2005" – (Ojciec Basi), "Radio Romans 1994-1995" – (Wojciech Krzywicki), "Tygrysy Europy 1999-2003/Tygrysy Europy 2 2003-2005", "Lokatorzy 2000-2005" – (warm up, mężczyzna w pubie "Muszelka", Weterynarz, inspektor budowlany Dudkowski), "sąsiedzi 2003- (Wojtek Śliwiak). W 2013 został laureatem Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska w Dziedzinie Kultury.

Ode mnie to już tyle o znanych poznanych przeze mnie.

A wy? Czy wam udało się poznać/spotkać kogoś znanego? Napiszcie w komentarzach, bo bardzo jestem tego ciekawa.

Pozdrawiam życząc miłego tygodnia

PS. Wspomniane przeze mnie utwory muzyczne pojawią się w plikach udostępnionych w najbliższym czasie jako pewien dodatek do tego wpisu, o czym zostaniecie poinformowani.

Categories
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki Myślę sobię..., czyli nachodzące mnie refleksje na różne sprawy.

Wiek fikcyjny a rzeczywiste wydarzenia.

Witajcie:)
Około tydzień temu przedstawiłam listę wpisów na najbliższy czas i dałam wam możliwość wyboru, z której skorzystaliście. Tematyka dzisiejszego wpisu będzie dotyczyła zatem zagadnienia wskazanego przez was przeważającą ilość razy. Uspokajam, to nie oznacza, że wcześniej przedstawione propozycje znikają i nie zostaną zrealizowane. Wszystkie sześć, czy też raczej teraz już pięć proponowanych wam punktów pojawi się na tym blogu w swoim czasie. Tych, którzy nie zapoznawali się z listą proszę o to i wskazanie punktu dla nich najciekawszego, abym mogła go opracować i skrócić wasze czekanie. 🙂
Tyle tytułem wstępu, który nawiasem mówiąc może się okazać dłuższy od treści głównej, choć zgodnie z zasadami tworzenia jakichkolwiek wypowiedzi na podstawie prostego wzoru: wstęp, rozwinięcie, zakończenie, nie powinno tak być. Ikona
Wybrany punkt z listy: 5.
Czego dotyczył?
Wiek fikcyjny a wydarzenia rzeczywiste.
Otóż kilka miesięcy temu poczyniłam pewną obserwację związaną właśnie z wiekiem fikcyjnym, a wydarzeniami w świecie rzeczywistym na przestrzeni swojego życia.
Tworząc daną historie, wiadomo, buduje się jej bohaterów, a jedną ze składowej jest wiek. Oczywiście wtedy nie miałam pojęcia, nie mogłam mieć pojęcia, że owy wiek przełoży się na moje własne życie. Tak na przykład w jednej z pierwszych historii, obecnie przebywającej w szufladzie, choć na chwilę kiedyś z niej wyjętej stworzyłam bohatera, który miał 11 lat. Ja wtedy po raz pierwszy wybrałam się na dwutygodniowy turnus organizowany przez PZN, a kilka miesięcy później – w połowie Grudnia, nadal mając 11 lat straciłam wzrok.
W innej historii życie bohaterki zmienia się, gdy ma ona 17 lat, dla mnie oznaczało to również pewną niewesołą zmianę, to znaczy czteromiesięczny epizod depresyjny, o którym możecie znaleźć również wzmianki na tym blogu.
Dalej. Bohaterka pierwszego mojego tekstu, na zawszę już zamkniętego w szufladzie, ma piętnaście lat. Ja właściwie rozpoczynając ten wiek zaczęłam pracę nad większym projektem literackim i nadal ją kontynuuję z mniejszym lub większym powodzeniem. Owy projekt jest rozgrzebany i będzie jeszcze bardziej, lecz w końcu powstanie z pewnych własnych popiołów.
Bohaterka ma 14 lat, zaś ja będąc w jej wieku odkryłam u siebie niedoczynność tarczycy, z jaką borykam się do tej pory.
Jest jeszcze ogólna zależność cyfr i liczb oraz rzeczywistych wydarzeń, ale to na inny wpis.
Tak sobie myślę, że chyba zaprezentowałam wam już wszystkie zależności fikcyjno-rzeczywiste, tak więc nie pozostaje mi już nic innego, jak w tym miejscu was pozdrowić i do przyszłego tygodnia z drugim zagadnieniem z publikowanej wcześniej listy, która nadal pozostaje otwarta.
MR

Categories
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki

Co będzie? Lista o przyszłości.

Witajcie
dawno się nie odzywałam. Śmiało można stwierdzić, że w tym roku zaniedbałam bloga, a fakt że pojawiły się tu ze dwa wpisy w tym roku kalendarzowym brutalnie na to wskazuje. Już się poprawiam, chociażby tym zarysem najbliższych treści.
Niniejsza lista tworzona jest w chwili obecnej, kolejność punktów może ulec zmianie w procesie publikacji…
Albo w sumie, wiecie co? Blog to miejsce zarówno dla mnie jak i dla was, więc pozwole wam wybrać. Napiszcie w komentarzu jakiego rodzaju wpis z niżej proponowanych chcecie przeczytać najpierw, a ja się do tego dostosuję. Na wasze deklarację czekam przez najbliższy tydzień, co oznacza, że wybrana przez was tematyka wpisu pojawi się w kolejny weekend.

1: opis mojej ostatniej podróży dowodzący, że nie ma podróży bez przygód, co miało miejsce w połowie rzeszłego miesiąca,
2: znane osoby, które miałam okazję poznać lub przebywać w ich pobliżu,
3: dwa ostatnio stwożone opowiadania – jedno fantasy, a drugie całkowicie odchodzące od tej tematyki, dość zwykłe, lecz zainspirowane pewnym snem – tu oczekuję jednoznacznego podania którego rodzaju opowiadanie chcecie przeczytać,
4: aktualizacja o treści muzyczne, publikacja w plikach udostępnionych ostatnio słuchanej muzyki, dodanie tekstów owych utworów,
5: pewna obserwacja dotycząca związku fikcyjnego wieku z wiekiem rzeczywistym – więcej dowiecie się z treści samego wpisu,
6: część teoretyczna ze świata sportu, czyli rozrużnienie kręgli klasycznych od bowlingu i inne związane z tym rzeczy, co chyba już tu kiedyś zapowiadałam, 🙂

Czekam na wasz wybór.
Pozdrawiam i dobrej nocy rzyczę

Categories
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki Kula się toczy, czyli kilka słów o bowlingu. Małe sukcesy Okazjonalnie

Nowy rekord! :)

Witajcie
na początek powiem, że ten rok zaczął się dla mnie dobrze, pomimo niezbyt sprzyjającego pierwszego terminu ferji zimowych dla wojewudztwa Kujawsko-Pomorskiego. Osobiście wolę dalsze terminy, bo ledwo co wróciło się ze świąt i witania nowego roku, a tu już dwutygodniowa przerwa zimowa. OK, ale ja tu miałam o rekordzie wspomnieć, a nie tworzyć dygresję na temat ferji. O owym sukcesie informuję trochę z opuźnieniem z przyczyn nie dokońca zależnych ode mnie, bo chodzi o wydarzenie z minionego Czwartku.
I tak oto ppo tym wstępie czas na przejście do właściwej części tego wpisu. Ponownie uchylam wam drzwi do świata trenowanego przeze mnie sportu, czyli znów te kręgle, a raczej bowling. 🙂
Cofnę się na moment do wydarzenia z ponad roku temu, a całkiem prawdopodobne, że z przed dwóch lub nawet trzech lat. Yyy, dobra. Mało istotne, kiedy to było, dość, że opisane to jest w innym wpisie na tym blogu (wpis odnośnie sukcesu w Opolu).
W każdym razie, w owym Opolu na zawodach przekroczyłam 600 punktów na 120, po 20 rzutów w jednej grze i po sześć gier, a dokładnie osiągnęłam wynik 610 punktów. Mimo udziału w różnych zawodach sztandarowe 600 punktów przełamałam rok temu jeszcze raz lecz nie przekraczając tych plus 10 punktów.
Szanowni Państwo, nadszedł ten wiekopomny dzień, w którym to się zmieniło.
W miniony Czwartek (10.01.2019) w miejscowości zwanej Włocławek położonej pół godziny jazdy pociągiem za Toruniem dokonałam czegoś wręcz niemożliwego. Uzyskałam nowy rekord życiowy w tej dyscyplinie. Wówczas rzuciłam… 6, 9, 7 (697 punktów).
Obecnie już bardziej dotarła do mnie ta myśl, ale była tak nie spodziewana, że przez cały Czwartkowy wieczór i część Piątku nie mogłam w to uwieżyć. Taki progres. To był szok. Wręcz mnie zatkało, gdy usłyszałam to poraz pierwszy.
No to mam rekord, którego nie przebije conajmniej przez następne dwa lata. Hehehehe.
Dobry początek roku 2019. 🙂

Categories
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki Okazjonalnie

Kto wie z jakiego filmu jest ta piosenka? :)

Categories
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki Małe sukcesy Uśmiech proszę.

Test jest temu winien, ale poza tym… yyyy. Zapraszam do lektury. :)

Witajcie
Piszę, bo nawiedziła mnie taka potrzeba. Dla pewnej odmiany nie piszę aby ponarzekać, a w ręcz przeciwnie. Niemal kipi ze mnie zadowolenie. Hehehe.
Jak to dobrze mieć w końcu udany dzień. Jeżeli od kilku co najmniej tygodni, około półtorej miesiąca miało się ponure dni, a czasem i bardzo, bardzo, naprawdę jesienne, to teraz, nagła zmiana cieszy tym bardziej. Cieszy sam fakt, że w ogóle zaistniała.
Co wpłynęło na mój obecny nad podziw dobry nastrój w dniu dzisiejszym?
Alesz nic takiego, tak poprostu się wziął z przysłowiowego kapelusza. 🙂
ekhem. Na poważnie.
Głównym czynnikiem był test z informatycznego języka angielskiego. Wspominałam tu już, że zaczęłam naukę w szkolę policealnej na kierunku technik tyfloinformatyk. Sprawę przybliżę zainteresowanym w późniejszym czasie. Wracając do meritum.
Dziś przypadł dzień pisania testu z rzeczonego już języka angielskiego w płaszczyźnie informatycznej, do którego nawiasem mówiąc uczyłam się rzetelnie dziś. Tak, nie w weekend i nawet nie wczorajszy wieczór, a dzisiaj w sumie jakieś dwie godziny przed samym testem. Moje odczucia? Jestem naprawdę dobrej myśli. Może nie rozwiązałam wszystkich postawionych przede mną zadań, ale z tych, których próbę rozwiązania podjęłam jestem usatysfakcjonowana.
To angielski. Czy było coś jeszcze? Tak, no było, tylko, holipka, co? 🙂
Później, późnym popołudniem, bo chwilę po 16, wybrałam się z grupką pięciu osób i opiekunem do siedziby naszego klubu sportowego, który zeprezentuje jako gracz w bowling, celem wzięcia udziału w przygotowanej Corocznej wigilii. W tego typu przedsięwzięciu uczestniczyłam drugi raz i ten bardziej przypadł mi do gustu. Była lepsza atmosfera, pewnie za sprawą dwójki niewidomych kolegów ze szkoły, ów duet zajmował się oprawą muzyczną całego wydarzenia. Jedna osoba śpiewała, a druga grała na keyboardzie i również trochę śpiewała. My też, zgromadzeni goście, oczywiście śpiewaliśmy część kolęd. Oprócz tego rozmawiało się przy stole, jadło wigilijne dania, a na końcu każdy z gości nie wychodził bez słodkich upominków na zbliżające się święta. Za pierwszym razem, prowadzono okazjonalne rozmowy, przynajmniej w najbliższym mi otoczeniu, a muzykę odtwarzano z nagrań mP3, czy temu podobnych. Też to miało jakąś atmosferę, ale już nie taką jak autentyczne śpiewanie kolęd z żywym instrumentem i głosami.
Wiecie co? Chyba powinnam częściej kłaść się spać po 1 w nocy i wstawać o 06:40, skoro ma czekać mnie tak wyglądający dzień. 🙂
Nie, nie czułam się tak bardzo zmęczona, jak mogłoby to mieć miejsce i jak miało miejsce podczas gdy położyłam się znacznie wcześniej w minionych dniach. Trochę dziwne, nie?
Wszystkiemu winien ten angielski. Hehehe.
Trzymajcie się, do następnego wpisu, który raczej niebawem

Categories
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki

Po pierwszym tygodniu w szkolę.

Witajcie
Yyhhm. Najwyżej zostanę zabita przez jedną osobę, po tym jak odczyta dalszą części tego wpisu, więc jeżeli zastaniecie nagłą ciszę z mojej strony, większą niż zwykle, to wiecie, dlaczego. 🙂
Minął pierwszy tydzień szkoły, również dla mnie, ponieważ po liceum zdecydowałam się pójść do szkoły policealnej na kierunek tyfloinformatyczny. Jak wiecie z Majową maturą się troszkę nie udało, podchodziłam do poprawki w Sierpniu, ale wątpię, aby coś z tego było. OK., ale ja nie o maturze, a o tym pierwszym tygodniu słów kilka wam wspomnę.
Ogólnie w klasie mam cztery osoby, więc całościowo jest piątka. Grua specyficzna i majaca w sobie dwie co najmniej osoby, z którymi nie da się pogadać, a przynajmniej takie sprawiają wrażenie, a jedna na pewno taka jest, dziewczyna, drugą z tych osób jest chłopak. Z jeszcze jednym chłopakiem mam pewien konflikt, to znaczy zraził mnie do siebie i to dość mocno przez część liceum i akurat był wtedy i teraz ze mną w klasie. Nauczyciele? Hmm głównie dziwni, mogę to bardziej przybliżyć komentarzach jak będziecie chcieli, bo nie chce mi się tutaj tego pisać. Są wyjątki, chyba dwójka, w tym mój wychowawca/opiekun, jest Okey., a nie jeszcze jeden może być, więc trójka i w ogóle otoczenie w internacie też robi się coraz mniej przyjemne, to znacz ogarnięci ludzie, tacy z którymi dałoby się pogadać normalnie, opuszczają mury placówki dla niewidomków mającej 146 lat. W sumie się im nie dziwie. Dobra, przechodzę do optymistyczniejszych rzeczy z tego tygodnia.
We Wtorek mam fajny plan, bo zaczynam o 8:50, a kończe o 12:20. To niestety jest jedyny taki dzień w tygodniu, kiedy mam tyle lekcji, bo na oguł to do 14:15, często od 08:50. W sumie to plan lekcji mi się nie bardzo podoba, no ale może za rok będzie lepiej.
Jak już część z was wie, miałam… przyjemność? nie przyjemność? Hmm. W każdym razie zdarzyło się tak, że znalazłam się w klasie z jedną użytkowniczką Eltena, którą nawiasem mówiąc poznałam chwilę przed powstaniem tej konkretnej aplikacji. Polubiłyśmy się nawet, a podczas tego tygodnia okazało się, że mamy podobne charaktery. No może ona ciut bardziej zwariowany od mojego. Na przykład, siedząc obok siebie, w jednej ławce, pisałyśmy do siebie wiadomości, które ona zaczęła. Nigdy tego wcześniej nie robiłam, ale było to przyjemne i nie skłamię, jeżeli stwierdzę, że fajnie się przy tym obie bawiłyśmy. Śmiałam się później, że w tamtym momencie zachowywałyśmy się jak widzący. Powstrzymywałyśmy się od śmiechu, a dla mnie to było trudne, jednak dałam jakoś rade, ale nie będę mówić czego dotyczyły rozmowy. Niech to zostanie między nami. W Czwartek to wręcz nie mogłyśmy się od siebie rozdzielić. Hehehe. W szkolę ze sobą pisałyśmy, później gdzieś w internacie stale na siebie wpadałyśmy, a to w łazience, na korytarzu, a to przy wieczornej kąpieli. No niemal ciągle. Miałyśmy od siebie odpoczynek na jakieś dwie godziny, gdy poszłam na trening kręgli. Ten czwartek to w ogóle tak mi szybko minął z resztą dzisiejszy dzień też. Oczywiście znów ze sobą pisałyśmy na lekcjach, a jednym uchem słuchałyśmy tego, co działo się w klasie. Po szkolę załatwiłam pewną sprawę i przygotowałam się do wyjazdu, bo aktualnie piszę ten wpis z domu w Gdyni. Przed wyjazdem poszłam jednak jeszcze do pokoju osoby, z którą spędziłam ostatnie, a za razem pierwsze dni roku szkolnego 2018/2019 i wręcz trudno mi było z owego pokoju wyjść, lecz zostałam zmuszona przez czas, bo musiałam dojść na pociąg.
Na koniec jeszcze kolejny dowód, że nie ma podróży bez przygód. W Tczewie (stacja przed trójmiastem) w Gdańsku doszło do niemiłej sytuacji. Na jednej z trzech stacji Gdańska, na której się zatrzymywaliśmy jakaś osoba chciała skoczyć z mostu na tory kolejowe. Udało się jej to na szczęście udaremnić i po 10 minutach mogliśmy wyruszyć dalej. Choć nawiedziła mnie taka myśl, że tak właściwie to po co ratować samobójcę od śmierci? Skoro już się na ten krok decyduje, to znaczy, że ma w sobie dość siły, aby to zrobić, a jeżeli się go od tego odwiedzie, to jedynie zmieni się miejsce tego czynu, ale nie uda się wyperswadować takiej osobie tej myśli i chęci czynu. Można zmniejszyć jej intensywność, ale osoba i tak to w końcu zrobi.
Żegnam się z wami w ten nie zbyt miły sposób, ale osobiście mam nadzieję, że następny wpis już będzie posiadał bardziej optymistyczne zakończenie.

Categories
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki

O nowym zainteresowaniu wspomnienie.

Dobrywieczór 🙂
odkryłam coś, co mnie zainteresowało, a właściwie pochłonęło trochę.
Całkiem przypadkiem, szukając pliku na youtube zznalazłam inny filmik i z ciekawości go otworzyłam. Okazało się, że to creepypasta.

Co to jest creepypasta?
Jak tłumaczy ciocia wikipedia:
Creepypasta – krótka, fikcyjna historia, rozpowszechniana za pomocą internetu, która ma na celu przestraszyć czytelnika. Mimo, że creepypasty zazwyczaj nie są oparte na faktach, to są często opisywane w sposób bardzo realistyczny, by zwiększyć uczucie strachu.
Słowo creepypasta to zbitka wyrazowa angielskich słów „creepy” (straszny, przyprawiający o gęsią skórkę) i „copypasta” (określenie historii kopiowanych i wklejanych przez użytkowników). Choć straszne historie popularne były jeszcze przed powstaniem internetu, to termin creepypasta po raz pierwszy pojawił się w serwisie 4chan w 2007 roku, a jego popularność wzrosła na przełomie 2010 i 2011 roku.

Polecam też kanał na youtube z tego typu filmikami o nazwie MysteryTV. Jakub Rutka – lektor jest, moim zdaniem, świetny do czytania tego typu historii. Ogulnie na jego kanale są nie tylko creepypasty, to kanał grozy, na którym są jeszcze NP. filmiki dokumentalne, czy własne serie grozy
Do moich ulubionych creepypast należą między innymi: Pragnienie, "Wpuść mnie", "Okazja", "Odnaleziony", "Obłęd", "Niegrzeczna dziewczynka", "A ty?".
Są jeszcze trzy, które jakoś mnie przeraziły: "Wagary cz. 1", "Motel" oraz "Uczymy ją pokory", lecz to jest wynikiem, nie tyle ich treści, co raczej tego, że "czytając coś, lubię sobie wyobrażać akcję i wtedy właśnie to zrobiłam i trochę mnie to przeraziło.
Jeżeli lubicie się bać, a nieznacie tej formy literackiej, to zapraszam do zapoznania się z nią, bo warto, a jóż napewno ze wspominanym kanałem MysteryTV.
Kogoś zainteresowałam?

pozdrawiam