Kategorie
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki Małe sukcesy

Noworocznie od siebie, optymistycznie, czyli coś głównie o dzisiejszym dniu.

Witajcie
Nie sądziłam, że ten dzień będzie tak wyglądał, tak… hmm… przyjemnie.
Rano stwierdziłam, że jestem trochę nie wyspana, ale po śniadaniu to mi jakoś minęło, to znaczy nadal gdzieś tam było, z tym, że nie aż tak dokuczliwe. Nie musiałam się jakoś bardzo mocno śpieszyć, bo do szkoły, tak to już wcześniej wspominałam, we wtorki zawsze mam na 8:50. Na spokojnie wykonałam poranne czynności i na chwile włączyłam radio z komputera. Po chwili usłyszałam jedną z piosenek, które lubię. Samo to jak i świadomość, że mam na 2 lekcje i w tym czasie mogę zrobić coś jeszcze do szkoły wprawiła mnie w dobry nastrój. Oczywiście, tak jak chciałam, rano zrobiłam coś do szkoły i po dopakowaniu się poszłam do szkoły.
Na angielskim doświadczyłam ponownego przypływu endorfin (hormonów szczęścia). Na okres świąteczny pani od angielskiego zadała nam do zrobienia jeden z unitów. Zadań było sporo, czasem przy pracy nad nimi wkurzałam się na siebie, że czegoś nie rozumiałam, albo, że zadanie zajmuje mi dużo czasu, jednak jak się okazało dziś w szkolę warto było. Kiedy pani przeszła do mnie, spodziewałam się usłyszeć czegoś w stylu:
– Magda z całego unitu masz z piętnaście punktów.

Witajcie
Nie sądziłam, że ten dzień będzie tak wyglądał, tak… hmm… przyjemnie.
Rano stwierdziłam, że jestem trochę nie wyspana, ale po śniadaniu to mi jakoś minęło, to znaczy nadal gdzieś tam było, z tym, że nie aż tak dokuczliwe. Nie musiałam się jakoś bardzo mocno śpieszyć, bo do szkoły, tak to już wcześniej wspominałam, we wtorki zawsze mam na 8:50. Na spokojnie wykonałam poranne czynności i na chwile włączyłam radio z komputera. Po chwili usłyszałam jedną z piosenek, które lubię. Samo to jak i świadomość, że mam na 2 lekcje i w tym czasie mogę zrobić coś jeszcze do szkoły wprawiła mnie w dobry nastrój. Oczywiście, tak jak chciałam, rano zrobiłam coś do szkoły i po dopakowaniu się poszłam do szkoły.
Na angielskim doświadczyłam ponownego przypływu endorfin (hormonów szczęścia). Na okres świąteczny pani od angielskiego zadała nam do zrobienia jeden z unitów. Zadań było sporo, czasem przy pracy nad nimi wkurzałam się na siebie, że czegoś nie rozumiałam, albo, że zadanie zajmuje mi dużo czasu, jednak jak się okazało dziś w szkolę warto było. Kiedy pani przeszła do mnie, spodziewałam się usłyszeć czegoś w stylu:
– Magda z całego unitu masz z piętnaście punktów.
Oto, co usłyszałam w rzeczywistości:
– Za cały unit można było zdobyć 99 punktów. Magda ty masz z całego unitu 63/64 punktów. Od 75 punktów stawiałam 4, więc tobie postawiłam 3. – Moja reakcja:
– Ile? Może Pani powtórzyć ile mam?
– 63/64 punkty, 3.
– Brawo Magda! – Reakcja jednego z kolegów.
– Sprawdziłam też wasze przyimki. To, co robiliście wczoraj… Magda tobie z przyimków postawiłam 4 minus. Trochę błędów było, ale ładnie zrobione.
Tak więc z angielskiego mam dwie pozytywne oceny, których się zupełnie nie spodziewałam, a zwłaszcza tego wyniku z unitu – 63/64 punktów. Serio myślałam, że będzie znacznie gorzej i tak, ja naprawdę niewierze w swoje możliwości, a później, koniec końców, się nimi zaskakuję.
Dwie kolejne lekcje minęły zwyczajnie, później, na polskim, coś tam powiedziałam kilka razy zgodnego z omawianym tematem, z czym zgodziła się moja polonistka. Nie żebym się jej jakoś specjalnie przymilała. Hehehehe.
Wczoraj zmienili nam plan lekcji, co nikogo z mojej klasy nie uszczęśliwiło. Wyobrażacie sobie to? Drugi semestr, klasie maturalnej zmieniają plan, o czym uczniowie dowiadują się, dosłownie, pięć minut przed lekcją. Na piątej lekcji mieliśmy mieć biologie, ale poszliśmy na angielski. Tą biologię będziemy mieć w Poniedziałek o 08:00, a matematykę wyrównawczą, którą mieliśmy o tej porze, mamy teraz mieć na ósmej godzinie lekcyjnej – 14:30/15:15. W Czwartek mieliśmy dwie godziny angielskiego pod rząd, a teraz druga z nich została przeniesiona właśnie na tą piątą godzinę lekcyjną w Poniedziałek. OK., będziemy kończyć o godzinę szybciej w Czwartek, ale za to, w moim przypadku, będę w szkolę przez 9 godzin od rana, bo po tej matematyce mam jeszcze śpiew. Ehh, coś za coś. Może z tym Poniedziałkiem nie będzie w cale aż tak źle. Cała klasa zgodnie stwierdziła, że wolała wcześniejszy plan, bez tych zmian, do czego przyznała się nam nawet pani od matematyki na dzisiejszej lekcji.
OK., trochę odbiegłam od tematu, jakim jest dzień dzisiejszy. No, ale to dla równowagi, aby nie było tak kolorowo. Hehe.
Wracając do meritum. Co wydarzyło się jeszcze dzisiejszego dnia?
Po lekcji języka ojczystego :), mieliśmy biologię, która również wpłynęła na mój dobry humor. Podtrzymanie tego stanu umożliwił mi fakt, że otrzymałam dwa plusy za aktywność. Powiedziałam definicję różnorodności biologicznej i spróbowałam z definicją allelu (zagadnienie z genetyki), czym zadowoliłam panią. 5 z aktywności u tej pani można otrzymać, kiedy uzyska się 3 plusy, więc mi do tego celu brakuje jednego plusa, o który nie wykluczone, że postaram się w Poniedziałek. Fakt, że już mam te dwa plusy zmotywuje mnie być może do przedsięwzięcia działań, aby uzyskać jeszcze jednego i te trzy zmienić na 5 z aktywności na lekcji. Spełnienie tego zamierzenia wiąże się z moim humorem aktualnego dnia, a zważywszy, że to będzie pierwszy dzień po zmianie planu, nie wiem jak będę nastawiona. Mały cel, ale finalnie pozytywnie wpływający na nastrój.
OK., na dziś kończę już chyba to swoje przynudzanie was tym wszystkim. 🙂
Od siebie życzę wam miłych dni. Niebawem, do końca tygodnia, znów się odezwę tutaj z czymś.
Na dzień dzisiejszy, optymistycznie nastawiona
Magda

14 odpowiedzi na “Noworocznie od siebie, optymistycznie, czyli coś głównie o dzisiejszym dniu.”

Hej, no to bardzo ciekawy i optymistyczny dzień. Dobrze, że tak świetnie idzie ci z angielskim. Zmianą
planu się nie przejmuj, ja pamiętam, jak w trzeciej technikum, bo gdy chodziłam do szkoły to technikum
miało 4 klasy, zaczęłam od półrocza w tej trzeciej, być łączona z klasą technikum, ale biurową, bo była
redukcja etatów. Ja natomiast,
chodziłam do masażu. Połowa nauczycieli mi się pozmieniała, polski, matematyka i angielski w szczególności.
W ogóle nie mogłam się odnaleść przy nowych metodach nauczania. To dopiero był koszmar.

Ojj, współczuję. W takim zestawieniu nie mam na co narzekać. Hehehe.
No to rzeczywiście nie fajnie. Potrafie sobię wyobrazić, jak musiała to być dla ciebie trudna sytuacja,
choć sama podobnej sobie nie przypominam.
A propo zmiany nauczyciela nam w ostatniej, tej klasie zmienili dwóch: od wf’u i angielskiego. Z angielskim
to przypuszczamy, że to dlatego, że z poprzedniej klasy maturalnej swoje matury z angielskiego zdali wszyscy,
którzy się do tego przymieżali. Być może dyrekcja ma nadzieję, że u nas będzie tak samo. 🙂

Bardzo się cieszę, że spędziłaś tak miły dzień. 🙂
Allel i różnorodność, po trzech latach nadal to pamiętam, co można uznać za spory sukces. 🙂

A widzisz, brawo. Jednak pani Karolina nie była chyba tak zła, skoro w twojej głowie zostało coś jeszcze
z tego, co dyktowała. 🙂
Wiem, że genetykę lubisz, więc mogłeś i zapewne tak było, a jeżeli się mylę, wyprowadź mnie z błędu,
zagadnienie typu allel poznać na własną rękę, jeszcze zanim pojawiło się w szkolę. 🙂

Hmmm, niee.
Genetykę owszem lubię i się w nią wczytałem głęboko w swoim czasie.
Ale polubiłem ją dopiero, gdy ją poznałem w szkole.
Tak więc, owszem, poczytałem sporo o niej, ale już po omówieniu tematu w gimnazjum

Oo, widzisz, więc się pomyliłam. Jak było wprowadzenie, to zapytałeś mnie o moje pierwsze wrażenia i
stwierdziłam, że genetyka jest w sumie fajna, a ty się zgodziłeś, że rzeczywiście tak jest i na tej podstawie
pomyślałam, że już wcześniej o niej czytałeś. 🙂

Bardzo się cieszę, że miałaś taki udany dzień. U mnie jest mniej kolorowo, bo lada chwila zaczyna się
sesja, ale mam nadzieję, że zdam i wtedy dobry nastrój powróci.

Cieszę się, miło to słyszeć. Gratuluję, oby tak dalej, dalszych powodzeń życzę. 🙂
pozdrawiam

Hmm, jak się do tego zbiorę, to otrzymacie takowy wpis. Tylko, że zebrać się to jedno, a dla mnie pewna trudność polega też na tym, co wybrać, bo utworów jest tyle. 🙂

I tak jest trudno, bo wiele utworów lubie. Choć mam też tak, że dany utwór lubie, znam jego słowa, śpiewać z artystą mogę, ale bez niego w wersji instrumentalnej to zdaża mi się gubić. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *