Kategorie
codzienna szarość, czyli życie zwykłej nastolatki

Nawet normalna podróż z nietypowym, a napewno nieprzewidzianym powrotem.

Witajcie
Ode mnie krótka informacja na temat dzisiejszego powrotu do szkoły w Bydgoszczy z weekendu w domu na terenie Gdyni.
Tym razem wracałam z koleżanką, z którą już właściwie nie raz jechałam. Chyba już o niej wspominałam przy okazji wpisu na temat braku podróży bez przygód. W każdym razie jechałam z koleżanką pociągiem docelowo w kierunku Katowic. Wszystko OK. siedzimy obok siebie w wagonie bezprzedziałowym, trochę gadamy, to nic, że jedna osoba przegapiła lub przespała swoją stację, bo zamiast wysiąść w Gdańsku głównym zrobiła to w Czczenie, czyli jakieś dobre trzydzieści minut później. Jest 15:15, co oznacza, że za sześć minut pociąg planowo miał zatrzymać się w Bydgoszczy, wcześniej, przy kontroli biletów, zapytałyśmy się konduktora, czy pociąg jedzie planowo, odpowiedział, ze tak, więc zaczęliśmy się szykować do wyjścia. Wiecie, lepiej szybciej się ogarnąć, poczekać chwilę, niż później na przysłowiowego wariata. Poszłyśmy stanąć przy drzwiach i co?
Pociąg stanął. Bynajmniej, nie była to stacja. Stanął w lesie parędziesiąt metrów od stacji. Czemu? Najpierw myślałyśmy, że stanął z powodu przepuszczenia jednego z pociągów, bo zawszę to robił, ale to przypuszczenie okazało się być nie do końca prawdziwe. W jego myśl, po jednorazowym przepuszczeniu, nasza maszyna powinna normalnie ruszyć, lecz tak się nie stało. Czekaliśmy jeszcze przez pięć minut i dopiero po przejeździe drugiego pociągu ruszyliśmy. Trochę dziwne, zważywszy, że wcześniej, jeśli stał, to jak już mówiłam, na jednorazowe przepuszczenie, a nie na dłuższe.
Wysiadłyśmy. Koleżanka poszła prędzej, bo chciała zakupić jeszcze bilet na jutro, a ja poszłam swoim tempem i poczekałam na nią przy kasach. Naglę słyszę jakiś męski głos, który po chwili wydał mi się znajomy i przez dziesięć minut nie mogłam go utożsamić z żadną ze znanych mi osób. Wiedziałam, że to osoba ze szkoły, bo ona mnie poznała, a po za tym ja zidentyfikowałam jej głos właśnie ze szkołą. W końcu okazało się, że ten głos należał do włefisty. Dowiedziałam się, że czeka on na swoją żonę, która nawiasem mówiąc również jechała z Gdyni, lecz pociągiem ciut późniejszym. Kiedy ów Pan dowiedział się, że jedziemy do szkoły, zaoferował nam podróż samochodem. I tak oto zmieniłyśmy autobus na samochód. Trzeba umieć się ustawić. Hehe. Tak, zamiast trzydziestu minut od dworca do szkoły, miałyśmy z dziesięć, maksymalnie piętnaście minut podróży.

Witajcie
Ode mnie krótka informacja na temat dzisiejszego powrotu do szkoły w Bydgoszczy z weekendu w domu na terenie Gdyni.
Tym razem wracałam z koleżanką, z którą już właściwie nie raz jechałam. Chyba już o niej wspominałam przy okazji wpisu na temat braku podróży bez przygód. W każdym razie jechałam z koleżanką pociągiem docelowo w kierunku Katowic. Wszystko OK. siedzimy obok siebie w wagonie bezprzedziałowym, trochę gadamy, to nic, że jedna osoba przegapiła lub przespała swoją stację, bo zamiast wysiąść w Gdańsku głównym zrobiła to w Czczenie, czyli jakieś dobre trzydzieści minut później. Jest 15:15, co oznacza, że za sześć minut pociąg planowo miał zatrzymać się w Bydgoszczy, wcześniej, przy kontroli biletów, zapytałyśmy się konduktora, czy pociąg jedzie planowo, odpowiedział, ze tak, więc zaczęliśmy się szykować do wyjścia. Wiecie, lepiej szybciej się ogarnąć, poczekać chwilę, niż później na przysłowiowego wariata. Poszłyśmy stanąć przy drzwiach i co?
Pociąg stanął. Bynajmniej, nie była to stacja. Stanął w lesie parędziesiąt metrów od stacji. Czemu? Najpierw myślałyśmy, że stanął z powodu przepuszczenia jednego z pociągów, bo zawszę to robił, ale to przypuszczenie okazało się być nie do końca prawdziwe. W jego myśl, po jednorazowym przepuszczeniu, nasza maszyna powinna normalnie ruszyć, lecz tak się nie stało. Czekaliśmy jeszcze przez pięć minut i dopiero po przejeździe drugiego pociągu ruszyliśmy. Trochę dziwne, zważywszy, że wcześniej, jeśli stał, to jak już mówiłam, na jednorazowe przepuszczenie, a nie na dłuższe.
Wysiadłyśmy. Koleżanka poszła prędzej, bo chciała zakupić jeszcze bilet na jutro, a ja poszłam swoim tempem i poczekałam na nią przy kasach. Naglę słyszę jakiś męski głos, który po chwili wydał mi się znajomy i przez dziesięć minut nie mogłam go utożsamić z żadną ze znanych mi osób. Wiedziałam, że to osoba ze szkoły, bo ona mnie poznała, a po za tym ja zidentyfikowałam jej głos właśnie ze szkołą. W końcu okazało się, że ten głos należał do włefisty. Dowiedziałam się, że czeka on na swoją żonę, która nawiasem mówiąc również jechała z Gdyni, lecz pociągiem ciut późniejszym. Kiedy ów Pan dowiedział się, że jedziemy do szkoły, zaoferował nam podróż samochodem. I tak oto zmieniłyśmy autobus na samochód. Trzeba umieć się ustawić. Hehe. Tak, zamiast trzydziestu minut od dworca do szkoły, miałyśmy z dziesięć, maksymalnie piętnaście minut podróży.
Ciekawa odmienność. Nie ma to jak zostać podwiezionym do szkoły przez nauczyciela, na dodatek przez takiego, z którym widzi się następnego dnia. Swoją drogą, ciekawe, co przyniesie podróż w najbliższy Piątek? Może będzie wyjątkiem od reguły i minie spokojnie, wręcz nudno, tak jak ta ostatnia, w sensie ta z 17.11.Br.
Pozdrawiam
Magda

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *